wtorek, 26 sierpnia 2014

3.

3.

    Zanim zdążę zastanowić się, co się dzieje, wyhamować i zawrócić, w fazie myślenia zostaję krytycznie poturbowana, wydaje mi się, że za chwilę wyjdą mi oczy z bólu! Klacz depcze po mnie w ataku furii. Wierzgam kopytami, by móc wstać i uciec, ale udaje mi się to tylko w powietrzu. Weszłam na jej teren, myślę. Jestem już pewna, że zastanie mnie śmierć, gdy klacz daje mi fory, bym mogła wstać. Wykorzystuję to błyskawicznie i mknę w stronę stajni. Uciekam w popłochu, plączą mi się nogi, wydaje mi się, że ją zgubię... Tylko mi się wydaje... Moje oczy mnie zawodzą. Kobyła dogania mnie i w biegu kopie mnie swoimi ogromnymi kopytami, zaraz upadnę, poddam się, myślę. Wtem czuję jej silne zęby na moim zadzie. Odpada mi płat skóry.
    Słysząc cały ten hałas, małżeństwo raptownie przybiega.
- Janette! Skończona idiotko! WPROWADZIŁAŚ NIE TĘ KLACZ! - drze się "olbrzymio głośno" Haser, zdenerwowany do jakichkolwiek istniejących granic.
Ona otwiera tą wielką przeszkodę i wbiega do nas najszybciej, jak potrafi. Ma coś w dłoni, ale nie zastanawiam się, co to, bo momentalnie słabnę.

***
Zapowiadałam ten rozdział na wczoraj, ale w końcu napisałam "prawdopodobnie". Ten rozdział jest STRASZNIE krótki, tak, wiem... Ale cóż zrobić, jeżeli jestem wielbicielką takich krótkich rozdziałów? Następny zapowiadam na... yyy... eeeee, może lepiej nie będę zapowiadać, bo mogę nie dotrzymać słowa. Ale powinien być niedługo, w końcu większość mam zapisane w zeszycie - tylko modyfikuję i wydłużam. Do przeczytania! ^^

2 komentarze: